Hejka :)
Tak jak pisałam poprzednio, miałam w planach spróbować zrobić zdrowszą wersję popularnego batonika Bounty. I chyba mi się udało, bo dość szybko znikało z lodówki. Jeśli ktoś chciałby sobie także przygotować taki pyszny deser, to opiszę krok po kroku jak się za to zabrać.
Potrzebujemy:
- puszkę mleczka kokosowego lub śmietanki kokosowej (można dostać w Polo),
- wiórki kokosowe,
- kakao,
- miód,
- olej kokosowy.
Jeżeli wybraliśmy wersję z mleczkiem kokosowym, to najpierw wstawiamy je do lodówki tak, aby nam zgęstniało (ze śmietanką będzie mniejszy problem, bo sama w sobie będzie już gęsta).
Do miski wsypujemy wiórki kokosowe (ja użyłam 150g) i dodajemy rozpuszczony olej kokosowy (ok. 3 łyżki stołowe). Dodajemy 150g zgęstniałego mleczka i mieszamy. Następnie z masy formujemy sobie kuleczki lub kształt batoników - jak kto woli.
Ja zrobiłam kuleczki, ale myślę, że w czekoladzie łatwiej będzie obtoczyć jednak coś nieowalnego.
Tak uformowane "batoniki" wstawiamy na 10 minutek do zamrażarki. W tym czasie możemy sobie przygotować polewę. W tym celu bierzemy 1 łyżkę stołową kakao i mieszamy z rozpuszczonym olejem kokosowym tak, żeby sos nie miał za rzadkiej ani też za gęstej konsystencji. Dla osłodzenia dodajemy miód wedle uznania.
Bierzemy łyżeczkę i nakładamy polewę na wyjęte z zamrażarki batoniki. Ja to zrobiłam niezbyt precyzyjnie i nie starczyło mi sosu, więc musiałam go dorabiać.
Tak przygotowane Bounty ląduje ponownie na 10 minutek w zamrażarce, a potem w lodówce.
Może moje nie wyszło najlepiej pod względem estetycznym, ale było naprawdę smaczne i rzeczywiście przypominało mi w smaku oryginalną wersję. Najlepsza była polewa! :) Polecam wszystkim łakomczuchom wypróbować.
Buziaki :)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz